„Agenci łowią rodziny ofiar z Karczówki” – artykuł Gazety Wyborczej

Agenci łowią rodziny ofiar z Karczówki

... autor: Maja Sałwacka

Karczówka fot. Agata Michalak, źródło - Gazeta Wyborczaq

(Karczówka k. Żagania. Miejsce tragedii, autor Agata Michalak)

2014-08-07

Byli dzień po tragedii. Kłamali, że ksiądz ich polecił. Oświadczenia pisały nawet dzieci. Wezmą jedną czwartą wywalczonego odszkodowania – opowiadają mieszkańcy Karczówki, w której w szambie utopiło się siedem osób.

W Karczówce pod Żaganiem, 17 lipca, jeden z gospodarzy opróżniał szambo, stracił przytomność i wpadł do zbiornika. Na pomoc ruszyła mu rodzina i pracownicy. Zginęło siedem osób.

– To było dzień po tragedii – opowiada Bogusława Czyż, przyjaciółka pani Janki, która straciła 17-letniego syna Andrzeja. – Przyjechali w dobrych garniturach. Budzili respekt. Pytali, gdzie mieszkają bliscy tych, co zginęli w szambie.

17-latek dorabiał w gospodarstwie. W domu było krucho, obiecał matce, że kupi jej nową pralkę. Strażacy chowali go z honorami, bo działał w drużynie OSP. Pomagał budować remizę, mył węże i kaski starszym kolegom. Gdy gospodarze topili się w szambie, ruszył z pomocą. 

Garnitury, białe koszule

Agenci firm odszkodowawczych szukali najpierw kontaktu z rodziną gospodarzy. – Ale wkoło było dużo ludzi. Przepędzili ich, jak dowiedzieli się, że chcą interes robić na ludzkiej śmierci. Ludzie płakali, a oni jak hieny cmentarne brali się za podpisywanie umów – opowiada Bogusława Czyż.

Agenci – według mieszkańców było ich trzech – pojechali do sąsiedniej Brzeźnicy. To właśnie tam mieszka rodzina Andrzeja. Matka nie chciała rozmawiać, ale agenci szybko ją przekonali.

– Powołali się na znajomość z księdzem z Czerwieńska pod Zieloną Górą. Miał znać dobrze proboszcza z Brzeźnicy. Mówili, że z księżowskiego polecenia przyszli pomóc rodzinie. Bez tego, jak ja znam, Janka, zamknęłaby im drzwi przed nosem. Ufa księdzu – opowiada Czyż. – Sprytnie zagrali. Proboszcza nie było we wsi, wyjechał na urlop – tłumaczy Czyż.

Tadeusz Buganik, mieszkaniec Karczówki: – Pani Janka była w szoku. Myślę, że nie wiedziała, co podpisuje. Kto w takiej chwili trzeźwo ocenia sytuację.

Buganik dał znać koledze. Kazimierz Pańtak, radny lubuskiego sejmiku, jest z zawodu prawnikiem, natychmiast przyjechał na wieś. Spotkał się z kobietą.

Mecenas: To niemoralne

Pańtak przeprowadził małe śledztwo. Wyszło, że żaden ksiądz nie rozmawiał z agentami. – A już na pewno ich nie polecał. Tak się składa, że znam księdza z Czerwieńska osobiście. Z nikim nie rozmawiał o sprawie. To, co zrobili agenci firmy odszkodowawczej, to zwykłe hochsztaplerstwo – złości się Pańtak. – Bo jak inaczej to traktować. Przyjazd z umową w ręku dzień po tragedii jest niemoralny, niezgodne z etyką prawniczą. Wiadomo, że bliscy zmarłych nie są w stanie podejmować świadomych decyzji w obliczu takiej tragedii – tłumaczy Pańtak.

Mecenas zwraca uwagę 25 proc. kwoty w umowie. Tyle rodziny oddadzą firmie z wywalczonych odszkodowań. – To astronomiczne honorarium. Rodzina nie powinna zgadzać się na takie warunki – tłumaczy Pańtak. Sam zaoferował bezpłatną pomoc prawną, by skutecznie i bez kar zerwać podpisane umowy. – Nie wyobrażam sobie, żeby zarabiać na tych ludziach i to takie pieniądze – mówi.

Pańtak pokazuje też podpisy pod umową dzieci, rodzeństwa Andrzeja. Spisane zostały m.in. odczucia 10-letniego chłopca.

– Wygląda to tak, jakby pieniądze przesłoniły im wszystko, nie zważali na dzieci, które przeżywają śmierć brata. Jak sępy – ocenia.

Płakaliśmy razem z Adasiem, a z nami cała kolonia

Pani Janka wypełniła dokumenty zgłaszające szkodę, podpisała je także w imieniu czwórki swoich niepełnoletnich dzieci. Maluchy miały w deklaracjach opowiedzieć, co czują po stracie brata, jak bardzo jego śmierć wpłynęła na ich życie. Niektóre oświadczenia pisały same, odręcznie.

– Zmarły Andrzej był moim bratem, jak to z bratem bywało różnie, raz na wozie, raz pod wozem, ale kochałem go. Teraz została pustka i żal. Wielki żal. I nic nam go nie zwróci – pisze 14-letni Krzysztof

– Był kochanym, uczynnym i pracowitym człowiekiem. Bardzo przezywam jego śmierć, byliśmy ze sobą bardzo zżyci. Została po nim tylko pustka i ból – pisze 10-latek

13-letnia siostra: – Wspólnie bawiliśmy się w różne zabawy na podwórku, lubił żartować ze mną, opiekował się mną i zwierzętami. Po stracie brata odczuwam smutek, tęsknotę, brakuje mi jego humory i pomocy. Bardzo płakałam. – Dowiedziałem się o śmierci brata, kiedy byłem na kolonii. Płakaliśmy razem z Adasiem, a z nami cała kolonia. Natychmiast chcieliśmy wracać do domu, żeby być z mamą (…) Andrzej był kochanym bratem, zawsze mogłem na niego liczyć” – pisze ostatnie z rodzeństwa.

Matka dodała kilka zdań. – W tym stanie, w jakim jestem dzisiaj, nie jestem w stanie napisać nic więcej.

Czyż: – Nie wiedzieli, co pisać i jak, ale mieli napisać pod dyktando, bo tak trzeba… To straszne – mówi. Nie dziwi ją zgoda matki. – Była w szoku. Ktoś jej wmówił, że tak trzeba, to pisała. Teraz martwi się, że trzeba będzie płacić prawnikom za sprawę. Jej na to nie stać – tłumaczy Czyż.

Firma Votum z Wrocławia zapewnia, że rodzina może w każdej chwili wycofać się z ich pomocy. Twierdzi, że nie wiąże się to w żaden sposób z zapłatą jakikolwiek kar umownych.

Okręgowa Rada  Adwokacka w Zielonej Górze zadeklarowała kilka dni po tragedii w Karczówce bezpłatną pomoc prawną dla rodzin ofiar.

– Deklaracja taka została złożona na ręce sekretarza gminy Brzeźnica – mówi Krzysztof Szymański, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Zielonej Górze.

——————————————————————————————————–

Votum: Podpisujemy umowy w dogodnym terminie dla klienta

Maja Sałwacka: – Czy jest to częstą praktyką państwa agentów, by podpisywali umowy z poszkodowanymi w dniu lub dzień po tragedii? Zwłaszcza po śmierci bliskiej osoby?

Bartłomiej Krupa, dyrektor Departamentu Prawnego, członek zarządu firmy: – Przedstawiciele Votum SA nie są upoważnieni do podpisania umowy, a jedynie do prezentacji oferty oraz odebrania zamówienia na usługę dochodzenia roszczeń. Umowa jest podpisywana przez prawników z centrali firmy po analizie okoliczności sprawy. Prezentacja oferty odbywa się w terminie uzgodnionym z osobami poszkodowanymi.

Kto może zostać państwa agentem? Jakie warunki trzeba spełnić?

Przedstawicielem Votum SA może zostać wyłącznie osoba, która może wykazać się niekaralnością potwierdzoną wypisem z Krajowego Rejestru Karnego. Oczywiście w procesie rekrutacji brane są również pod uwagę inne cechy, które obok rzetelności mają doprowadzić do współpracy z osobami, które wykazują się właściwym poziomem empatii.

Czy agenci są szkoleni, jak należy rozmawiać z osobami, które straciły bliskich?

Przedstawiciele regionalni są zobligowani do systematycznego udziału w szkoleniach poświęconych możliwości dochodzenia roszczeń odszkodowawczych dla osób poszkodowanych. Obok szkoleń prawnych Votum SA przeprowadza szkolenia z udziałem psychologów.

Jeden z waszych agentów namówił rodzinę do podpisania deklaracji, tłumacząc, że został polecony przez księdza. Rodzina twierdzi, że tylko z tego powodu mu zaufała.

Ksiądz zaprzecza, by dał taką rekomendację. Czy takie o standardy zawierania umów są częstymi praktykami w państwa firmie?

Nie posiadam informacji, aby taka sytuacja miała miejsce.

Umowę podpisano także z niepełnoletnim rodzeństwem ofiary wypadku. W oświadczeniach dzieci musiały opisać swoje relacje z bratem, swój stan emocjonalny po stracie bliskiego członka rodziny. Czy są to częste praktyki waszych agentów i czy państwo się na to zgadzacie jako firma?

Dochodzenie roszczeń na rzecz osób małoletnich wymaga zawarcia umowy z przedstawicielem ustawowym takiej osoby. W przypadku dochodzenia roszczeń związanych z rekompensatą za krzywdę, istotnym dowodem wpływającym na uzyskanie zadośćuczynienia w należnej kwocie, jest oświadczenie osoby poszkodowanej. W przypadku małoletnich, którzy ze względu na wiek nie mogą sporządzić takiego oświadczenia, może je sporządzić rodzic lub opiekun.

« Powrót do listy aktualności